Rozwój boli

Płaczący mężczyzna

Ból jest doświadczeniem, którego każdy chce uniknąć. Ból jest czymś co zabiera Nam energię, zniewala, spowalnia Nasz rozwój. Co boli? Wiele… Kogo? Każdego z otoczenia osoby, która się rozwija

Jak zwykle o tej porze, jak w każdą środę siedzę w mojej ulubionej kawiarni na krakowskim dworcu. W torbie kilka książek, po nieprzespanej nocy z powodu choroby dziecka, po kilkunastu łzach wylanych z powodu nieustającego hejtu. Popijając swoją ulubioną małą czarną, delektując się nią, starając uspokoić emocje związane z wymianą nawierzchni na ulicy Zakopiańskiej w Krakowie czyt. godzina dodatkowa w korku. Godzina, którą mogłam spędzić z moją chorą Anią.

Każdy jest kowalem swojego losu. Jakie to na czasie. Patrząc na teraźniejszość, jeśli nie przesz do przodu każdego dnia wyprzedza Cię ktoś inny. Dzisiaj jednak nie o tym. Dzisiaj o tym co boli. Nie będzie to smutne, to po prostu stwierdzenie faktów.

Co boli mnie? Pamiętam jak musiałam zostawić miasto rodzinne mając 15 lat. Do tej pory pamiętam płaczącą Mamę, siedzącą na moim łóżku w bursie i łamiącym głosem mówiącą ” Nie chce Cię tu zostawiać”. Z perspektywy wiem, że ten wyjazd był jedną z najlepszych rzeczy jaka mnie spotkała w życiu. Tak to był milowy krok. Czy odejście z domu boli? Boli. Później uczelnia, która mi nie pasowała. Czy zawiedzenie Rodziców boli? Boli. Częste zmiany pracy, ogromne wymagania wobec siebie, milion porażek. To boli. Boli, ale jednocześnie daje ogromną siłę. Wracając do czasów kiedy zaczynałam pracę jako Trener Personalny, co bolało? Bolało jak zaczynałam ćwiczyć. Nie o bólu fizycznym tu mowa, ale gdy wszyscy się odwracali bo nie piłam alkoholu, bo wolałam siedzieć w książkach. Bolało gdy w pracy, każdy wytykał mi błędy, gdy mój związek wisiał na włosku, bo ciągle pracowałam. Bolało gdy widziałam, że Piotr przychodził z pracy, a ja nie potrafiłam mu poświęcić wystarczającej uwagi, ciągle myśląc o pracy. Dotarliśmy się, zrozumiał. Bolało też jak każdy weekend spędzałam na szkoleniach i jak nie miałam pieniędzy na ciuchy czy podróże, bo wszystko szło na szkolenia.

Wiecie jednak co najbardziej bolało? To, że musiałam zostawić z tyłu ludzi, którzy za mną nie nadążali. Czasami uważałam, że przecież to przyjaźń na całe życie!!!! Nic bardziej mylnego. Punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia.

To wszystko sprawiło, że jestem tu gdzie jestem. Ten cały ból, te wszystkie cholerne schody i przeszkody. To wszystko sprawiło, że jestem cholernie szczęśliwa.

Owszem, szkoda mi niektórych znajomości. Czasami nawet tęsknię. Mam jednak jedną ważną kwestię do powiedzenia: lepiej zrobić sobie dobrze raz a porządnie, niż całe życie robić dobrze innym. Może jestem egoistką, ale pieprzę to. To moje życie i jestem za nie odpowiedzialna. A jak innych to boli, to wybaczcie ;) To mój świat i mam prawo malować sobie go takimi barwami na jakie mam tylko ochotę ;)